Shougo Satou „Tsuki no Michikake” – życie i śmierć to fazy księżyca

Zastanawialiście się kiedyś, jak by to było, gdyby czas nie płynął w linii prostej, od narodzin do śmierci, ale zataczał koła, niczym księżyc okrążający swoją planetę? A gdyby chcieć napisać biografię w takim rozumieniu czasu, który moment przyjęlibyśmy za punkt startowy? Kiedy zacząć i zakończyć opowieść?

W tym roku pod choinką znalazłam piękne wydanie powieści „Tsuki no Michikake”  (月の満ち欠け, Fazy Księżyca) Shougo Satou. Dawno nie miałam okazji czytać tankobonu, wydania w twardej, szytej oprawie, więc codziennie z przyjemnością brałam tę książkę do rąk. O moich ostatnich lekturach sporo już wiedziałam na starcie, znałam fabułę z ekranizacji lub recenzji. W przypadku „Tsuki no Michikake” – poza tym, że powieść ta została nagrodzona 157. Nagrodą Naoki i będzie w jakiś sposób opowiadać o reinkarnacji – wiedziałam niewiele i z ciekawością wyczekiwałam kolejnych zwrotów akcji. 

Mam teraz nie lada zagwozdkę, jak sprytnie opowiedzieć, o czym jest ta historia, nie zdradzając z niej zbyt wiele. Bo konstrukcję „Tsuki no Michikake” ma misterną niczym domek z klocków. Każdy fragment jak filar podtrzymuje kolejne. Wyciągnij o jeden za dużo i przyjemność odkrywania jej samemu legnie w gruzach.

Pan Osanai to starszy mężczyzna, który potajemnie przyjeżdża do Tokio na spotkanie kilkuletniej dziewczynki o imieniu Ruri i jej matki. Jest 11:00. Ma raptem dwie godziny. Chciałby wrócić do domu w Hachinohe pociągiem tuż po 13:00, aby niepostrzeżenie pojawić się na progu o tej samej co zwykle porze. Do tej trójki dołączyć ma również na razie spóźniony Akihiko Misumi, daleki znajomy Osanaia. Atmosferę przy kawiarnianym stoliku najprościej opisać jako dość niezręczną. Mała Ruri, niezwykle bystra jak na swój wiek osóbka, twierdzi, że jest wcieleniem zmarłej w wypadku nastoletniej córki Osanaia, z którą dzieli to samo imię.

Ruri to też imię młodej kobiety, którą Akihiko Misumi jeszcze jako student spotyka w deszczowy dzień na schodkach prowadzących do wypożyczalni wideo, w której pracuje. Chłopak z miejsca zakochuje się w starszej nieznajomej i jak tylko może próbuje doprowadzić do kolejnego spotkania. Parę tę, pomimo przeciwności – Ruri okazuje się być mężatką – połączy krótki, ale intensywny romans. Niespodziewanie Ruri ginie w nieszczęśliwym wypadku o dość niejasnych okolicznościach.

Ale w chwili, gdy umiera pierwsza Ruri, rodzi się kolejna – a jest nią właśnie oczekiwana córeczka Osanaia i jego żony, Kozue – Ruri Osanai. Gdy jej życie również dobiega przedwcześnie końca, na świat przychodzi Nozomi Konuma, której ścieżki przeznaczenie skrzyżuje z wdowcem po pierwszej Ruri, Ryuunosuke Masakim. Ruri Midorisaka, z którą spotka się Osanai, to już czwarte wcielenie. Wszystkie trzy dziewczynki nagle, po przejściu ostrej gorączki, odkrywają w sobie wspomnienia poprzednich wcieleń, zaczynają też zachowywać się inaczej niż dotychczas. Nabywają drobnych nawyków pierwszej Ruri i za wszelką cenę próbują nawiązać kontakt z Akihiko.

Ciekawe, że nestorka Ruri Masaki zdawała się świadomie wybierać dla siebie „los księżyca”, choć jej motywacje dla mnie, jako czytelnika, nie są do końca jasne. Owszem, zdawała się szczerze zakochana w poznanym studencie, ale zarówno to uczucie, jak przeciwstawna mu odraza do męża nie wydawały się na tyle silne, by uwiązać jej duszę na ziemi. Wiemy również, że Ruri była bardzo żywo zainteresowana życiem po śmierci – o czym dowiadujemy się w epizodzie z samobójstwem kolegi z firmy Ryuunosuke – może więc wystarczyła sama ciekawość?


– (…) Ale ja wiele razy umrę i wiele razy narodzę się na nowo. Gdy będziesz już zniedołężniałym dziadkiem, wrócę jako młoda ślicznotka, żeby cię zwodzić.
– Jesteś nieśmiertelna?
– Nie, nie nieśmiertelna. Kiedyś umrę, tak jak każdy. Tylko, że ja umrę trochę inaczej – jak księżyc.
– ….?
– Bóg dał pierwszym ludziom na ziemi wybór: czy chcą umierać jak drzewa, które rozsiewają nasiona i zostawiać po sobie potomków, czy wolą być jak księżyc, po wielokroć umierać, ale zawsze się odradzać. Jest taka legenda. To słynna historia o genezie śmierci. Nie słyszałeś?
– Kto ci to powiedział?
– Widziałam film, w którym ktoś czytał o tym w książce. Nasi przodkowie wybrali wtedy los drzew, ale gdybym to ja miała wybór, wybrałabym los księżyca.

– Shougo Satou „Tsuki no Michikake” Iwanami Shoten 2017, s.149


Raptem dwugodzinne spotkanie Osanaia z czwartą Ruri jest główną osią, w którą wplecione są opowieści o kolejnych pokoleniach bohaterki. Każdą z tych historii poznamy oczami kogoś innego – zdesperowanego ojca, którego relacje z żoną zaczynają psuć się w obliczu przedziwnej przypadłości córki; zakochanego chłopaka, który stara się zbudować relację ze skrytą i wyraźnie nieszczęśliwą mężatką; i owdowiałego męża, dla którego konfrontacja ze wcieleniem zmarłej tragicznie żony jest niczym kara za wyrządzoną jej za życia krzywdę. Ciekawe są różnice w nastawieniu do i akceptowaniu nietypowego fenomenu, którego są świadkami. Niestety, poprowadzenie narracji z tych punktów widzenia powoduje, że niewiele dowiemy się o tym, jak czują się same główne bohaterki, co myślą i czy przypadkiem to „uwięzienie” w cyklu wcieleń nie jest dla nich samych największym utrapieniem.

„Tsuki no Michikake” to po trochu thriller, po trochu romans, a po trochu wielka saga rodzinna, do której dołączamy, jak widz, już w trakcie jej trwania. „W trakcie” też przyjdzie nam pożegnać się z tą historią i jej bohaterami. Nie oczekujcie, że wątki zostaną zamknięte, a odpowiedzi na pytania udzielone. Nie dowiemy się, co wydarzy się dalej, czy kiedyś przyjdzie kres fazom życia Ruri i skąd właściwie ten niezwykły sposób na umieranie. Powieść bardzo wyraźnie sugeruje jednak, że Ruri nie jest jedynym „księżycem” i nawet wśród bohaterów można znaleźć innych, cieszących się tą przypadłością – z jednej strony będącą pięknym wyrazem miłości, ale z drugiej jakże kłopotliwą dla samego odradzającego się i beneficjenta tego uczucia.


Shougo Satou pochodzi z Sasebo w Nagasaki. Zadebiutował w 1983 roku powieścią „Eien no 1/2” (永遠の1/2, 1/2 Wieczności), za którą otrzymał Subaru Literary Prize. „Tsuki no Michikake” to jego pierwsza nominacja do nagrody Naoki – pisarz wydawał się nieco zaskoczony nominacją i wygraną po 60-tce. Wśród innych powieści warto wymienić „Mi no ue banashi” (身の上話, W pierwszej osobie) z 2009 roku i „Hato no gekitaihou” (鳩の撃退法, Sposób na gołębie) z 2014 roku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s