Eto Mori „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet” – zbiór opowiadań zaangażowanych

Uchodźca jest jak folia, która stłamszona poleci tam, gdzie silniej zawieje wiatr

Reklamy

Po zbiór opowiadań Eto Mori, o jakże frapującym tytule „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet” (風に舞いあがるビニールシート, lit. Folia unosząca się na wietrze) sięgnęłam na początku tego roku. Żałuję teraz, że nie usiadłam i nie spisałam swoich spostrzeżeń od razu. Po kilku długich miesiącach od lektury, pierwsze pytanie, jakie sobie zadałam, brzmiało: to co najbardziej utkwiło ci w głowie? I okazuje się, że pomimo iż tomik ten nie wzbudził we mnie fascynacji w momencie czytania, zostało mi z niego całkiem dużo.

Autorka Eto Mori kojarzona jest głownie z powieściami young adult. To tytuły dedykowane młodszym czytelnikom, takie jak „Karafuru” (カラフル), przeniesiony w 2010 roku jako pełnometrażowy film animowany, czy seria „DIVE!!”, przyniosły jej jak dotąd największy rozgłos. „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet” skierowane jest do czytelnika dorosłego i to za tę książkę właśnie Mori dostała w 2006 roku nagrodę Naoki.

W środku znajdziemy sześć niezwiązanych ze sobą fabularnie opowiadań. Coś jednak – ogólny temat, klimat, zaangażowanie? – wydaje się te sześć historii spajać na tyle dobrze, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić tego tomiku bez którejkolwiek z nich.

W „Inu no sanpo” (Spacer z psem) autorka skupia się na temacie adopcji porzuconych i bezpańskich psów. Eriko i Hiroshi to bezdzietne małżeństwo, która przygarnia dwa psiaki po przejściach. Eriko szczególnie angażuje się w działalność schronisk i organizacji pomagających w adopcjach zwierzaków, za dnia działa jako wolontariuszka, chodząca z psami na spacery, wieczorami pracuje w klubie jako hostessa (utrzymanie zwierząt sporo kosztuje, a Eriko nie chce korzystać jedynie z zarobków męża). Kobieta nie ukrywa przed gośćmi lokalu ani koleżankami, na co przeznacza zarobione pieniądze – to właśnie jej rozmowy z klientami są najciekawszym i najbardziej dającym do myślenia elementem tej historii. Nie często zdarza się, żeby hostessa pracowała z takich jak Eriko pobudek.

Kolejny tekst, „Shugoshin” (Duch opiekuńczy), to chyba najzabawniejsze z opowiadań. Historia toczy się na uniwersytecie. Tajemnicza dziewczyna Nishina Miyuki, jak tytułowy duch opiekuńczy, pisze za studentów rozprawki, eseje, prace zaliczeniowe. Wcześniej trzeba ją odnaleźć na campusie. Yusuke jest jednym ze studentów, który uważa, że bez pomocy Miyuki nie zaliczy roku. Jak detektyw po śladach namierza dziewczynę, ta jednak odmawia współpracy. Nishina Miyuki pisze zaliczenia tylko dla tych uczniów, którzy podjęli już pracę na etacie i są zbyt zajęci, by zadbać o swoje zaliczenia. Yusuke nie daje jednak za wygraną – jeśli nie w tym roku, to w kolejnym, będzie uganiał się za dziewczyną do skutku. Miyuki i Yusuke stoczą również kilka ciekawych słownych sparingów o klasycznej literaturze japońskiej (bonusik dla miłośników literatury).

Suzu no ne” (Dźwięk dzwonków) to „najcięższe” z opowiadań, ale też najbardziej klimatyczne. Po dwudziestu kilku latach rzemieślnik odwiedza dawnego mistrza i wspomina figurkę Buddy, nad której renowacją dawniej pracowali. W tym tekście sporo jest opisów rzeźb buddyjskich, ale warto zmierzyć się z najeżonym trudnymi terminami tekstem, zwłaszcza jeśli interesuje nas historia sztuki.

Przedostatnie „Generation X”, zabawna, oparta głownie na dialogach opowiastka o różnicach pokoleniowych. Czterdziestoletni Ken’ichi i dwudziestoletni Ishizu to współpracownicy, zamknięci w samochodzie w drodze do klienta, którego muszą przeprosić za uchybienie w pracy. Obowiązek ten do przyjemnych nie należy, ale jest niezwykle istotny, by utrzymać pozytywne biznesowe relacje. Panowie skazani są więc na rozmowę, w której na jaw wychodzą ich różne światopoglądy – ot, różnica pokoleń. Różnią też ich zachowania (Ishizu podczas jazdy bez skrępowania wydzwania do licznych znajomych, i umawia się na wspólne granie w baseball). Z czasem jednak, im więcej dowiadują się o sobie nawzajem, zaczynają dostrzegać też podobieństwa, a początkowo zły Ken’ichi zaczyna nadzwyczaj angażować się w rozmowy młodszego kolegi.

Tom zamyka tytułowe opowiadanie „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet”, najbardziej poruszające z sześciu. Rika i Ed poznają się podczas pracy dla ONZ (dokładnie UNHCR, organu zajmującego się sprawami uchodźców), zakochują się w sobie i biorą ślub. Ich związek nie jest usłany różami – Ed jeździ po całym świecie, pchany chęcią pomocy i adrenaliną, Rika czeka na niego w kraju. Para oddala się od siebie, co niestety prowadzi do rozwodu. Niedługo potem Ed ginie w Afganistanie. Pogrążona w żałobie Rika wspomina byłego męża – udziela wywiadu reporterowi, który odwiedził Afganistan, i który przypadkiem ma kilka informacji, które dla Riki okażą się bardzo cenne. Opowiadanie to rzeczywiście wzrusza i daje do myślenia – pytania narzucają się same: co bylibyśmy skłonni poświęcić dla wspólnych ideałów? I czy to egoizm przedkładać własne szczęście ponad dobro innych?

Każda z sześciu historii porusza jakiś rzeczywisty problem społeczny, są osadzone w faktycznych miejscach, instytucjach, znajomych sytuacjach. Tematy są aktualne i wielu czytelników znajdzie problem, który dla nich jest szczególnie bliski i porusza tę właściwą strunę.

Imponuje research, jaki autorka musiała przeprowadzić przed napisaniem swoich opowiadań – każdy problem i każde tło opisane jest z pieczołowitością i dbałością o szczegóły. Czasami tej wykładanej czytelnikowi wiedzy może być ciut za dużo. Nawet jeśli nie poznamy dokładnie struktur ONZ czy funkcjonowania schronisk, wartości i uczucia powinny być uniwersalne i trafić do czytelnika, także wtedy, gdy zostanie nam tylko zasugerowane, z jaką organizacją mamy do czynienia. Istotny jest tutaj również fakt, że „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet” to literatura, która nie sili się na wyszukaną formę, a to, co chce powiedzieć, przekazuje jedynie w treści. Styl Mori jest niemal przezroczysty, choć autorka ma nadzwyczaj dobre ucho do naturalnych dialogów i w nich błyszczy.

Dawka specjalistycznej wiedzy w połączeniu z bardzo „neutralnym” stylem literackim sprawia, że w moim odczuciu „Kaze ni maiagaru vinyl sheet” jest idealną pozycją dla tych czytelników, którzy: a) od beletrystki wolą czytać non-fiction;  lub b) boją się sięgać po non-fiction, z obawy, że bez wyraźnie poprowadzonej fabuły, bohaterów i dialogów nie dadzą rady przebrnąć. Książka ta aż prosi się, by jej opowiadania wykorzystać, jako początek do dyskusji dla klubów książkowych i ostatnich roczników japonistyki, zapewniając listę specjalistycznego słownictwa i angażujące tematy.

Na horyzoncie nie widać na razie żadnych zachodnich tłumaczeń tej pozycji, choć być może za jakiś czas ukaże się „Karafuru”, wytypowane w ramach Japanese Language Publishing Project jako pozycja rekomendowana. Wśród naszych rodzimych tłumaczeń literatury japońskiej nie ma jak dotąd tytułu podobnego do „Kaze ni Maiagaru Vinyl Sheet” – realistycznych i tak aktualnych społecznie opowiadań, które w dodatku nie byłyby ściśle literaturą gatunkową. I już z tego powodu warto się nią zainteresować, choć może na tle światowych mistrzów krótkiej formy wypada przeciętnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s